Uwolnienie od nałogu

Chciałbym wszystkim ludziom na całym świecie powiedzieć, że ich bardzo kocham tą miłością, którą wlał w moje serce Jezus Chrystus, gdy oddałem Mu swoje życie. Kiedy Pan Jezus uzdrowił opętanego przez demony człowieka, powiedział mu: idź i mów jak wielkie rzeczy Pan ci uczynił i jak się nad tobą zmiłował (Ew. Łuk 8,39), a on odszedł i opowiadał, jak wielkie rzeczy uczynił mu Jezus i wszyscy się zdumiewali. I ja też wszędzie opowiadam, jak wielkie rzeczy uczynił dla mnie Pan Jezus. Ludzie się zdumiewają, że czyni on te same cuda jak dwa tysiące lat temu, kiedy chodził po ziemi.

Wychowałem się w rodzinie ewangelickiej, w której jednak Słowo Boże i Jezus nie było fundamentem. Dlatego też mój dom rodzinny nie wiedział, co to pokój i miłość Boża. Od najmłodszych lat żyłem w atmosferze przesiąkniętej najgorszymi grzechami – złością, nienawiścią, cudzołóstwem, a później i alkoholizmem.Kiedy dzisiaj patrzę wstecz na całe swoje życie, to mogę powiedzieć, że były to przedsionki piekła.

Jako 10, 12 letni chłopiec miałem umysł i serce całkowicie opanowane przez szatana. Walki, bicie bez litości swoich kolegów, widok lejącej się krwi, płacz moich ofiar – to był już wtedy główny cel mojego życia. Rozkoszowałem się tym, że jestem postrachem całej szkoły. Mój umysł był pełen wizji walk, w których biłem i znęcałem się nad dziesiątkami i setkami chłopców. Być może trudno w to uwierzyć, lecz to wszystko napełniało moje serce radością i zadowoleniem.

Kiedy ukończyłem szkołę podstawową, to moje wizje zaczęły się wypełniać. Współczucie, litość, miłość były mi zupełnie nieznane. Swoje kroki kierowałem zawsze tam, gdzie wiedziałem, że będę miał okazję do bójki. Często razem z kolegami napadaliśmy na przypadkowych ludzi. Rozkoszowałem się tym, kiedy widziałem, że są zranieni, okaleczeni lub padają nieprzytomni. Zacząłem też trenować boks i dzięki temu miałem coraz więcej siły do bicia swych ofiar oraz coraz twardsze i złe serce. Najbardziej upajał mnie widok lejącej się krwi. Po tych krwawych masakrach często upijałem się do nieprzytomności i wtedy moje ofiary szukały na mnie odwetu. Kiedy oprzytomniałem, byłem nieraz poraniony, cały we krwi. To jednak nie było przestrogą dla mnie, lecz wprost przeciwnie – ze zdwojoną energią i jak oszalały rzucałem się na nowo w ten wir opętańczego życia. Szczyciłem się tym, że pod moim ciosem ludzie padają nieprzytomni, są ciężko okaleczeni i trafiają do szpitala. Jednakże w tych sytuacjach niejednokrotnie pojawiał się we mnie strach, że pobity przeze mnie człowiek umrze.

Kiedy coraz bardziej grzązłem w rynsztoku tego świata i wciąż staczałem się coraz niżej, zacząłem widzieć jak złe było moje życie. Dane mi to było dostrzegać tylko wtedy, gdy po wielki przepiciu zaczynałem odzyskiwać świadomość i pełen lęku i niepokoju rozglądałem się dookoła w obawie, że znów leżę w rowie, na drodze lub na cmentarzu – pobity, pocięty, okaleczony. Lecz niestety nie miałem siły, aby zmienić swoje życie i wyzwolić się z kajdan szatana. Na dodatek wiedziałem, że niszczę nie tylko siebie, ale również życie swoich bliskich – rodziców, żony, córki. Nieraz musieli przede mną uciekać i chronić się u krewnych lub sąsiadów. Kiedy pijany wracałem do domu, rzucałem się na nich, biłem, przeklinałem, niszczyłem wszystko, co wpadło mi w ręce. Zaczynałem mieć dosyć tego życia. Wiedziałem, że jestem bardzo złym człowiekiem i jednocześnie nie widziałem drogi wyjścia.

Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że jest ktoś – Jezus Chrystus, który bardzo mnie kocha i może uczynić wspaniały cud w moim życiu. Lecz Boża ochrona i moc już wtedy w sposób bardzo wyraźny otaczała mnie. Wierzę w to, że gdyby nie Boża wyciągnięta do mnie ręka, to zginąłbym marnie i nigdy nie poznałbym Jezusa jako swego Zbawiciela. Kilkakrotnie uniknąłem śmierci. Szatan bardzo chciał mnie zabić, gdyż wiedział, że już wkrótce straci swojego wiernego sługę. Podpowiadał mi, mówił wyraźnie do mego ucha: idź i powieś się!. Dwukrotnie usłuchałem tego głosu i dwukrotnie byłem już tylko o krok od śmierci, lecz coś stawało mi na przeszkodzie. Dzisiaj to doskonale rozumiem, co było tą przeszkodą – Boża chroniąca mnie już wtedy ręka.

Pewnego razu na zabawie, kiedy byłem już bardzo pijany, napadło mnie 20 mężczyzn, zbili mnie do nieprzytomności, poranili i wrzucili do rzeki myśląc, że jestem martwy. Lecz i wtedy Bóg nie pozwolił mi zginąć. Przeleżałem w tej rzece do rana i nic mi się nie stało, nie utopiłem się, bo moja głowa znalazła się na kamieniu.

Życie to zaczynało mi coraz bardziej doskwierać. Podświadomie pragnąłem zmiany i wyzwolenia. Nie wiedziałem, że jest ono tak blisko i że niejednokrotnie podsuwała mi rozwiązanie tej sytuacji babcia. Jawi się ona w mojej pamięci jako staruszka, która zawsze się modliła, czytała Biblię i wszystkim mówiła o Panu Jezusie. Nigdy nie chciałem jej słuchać, pogardzałem tym, o czym mówiła. Słowo Jezus nie mogło przejść przez moje usta.

Ale wiem, że ona nigdy nie przestawała modlić się o mnie i o moich kuzynów. Jej modlitwy szły za nami i ochraniały nas. Bóg jest wierny i odpowiada na modlitwy, które do Niego zanosimy. Odpowiedział również na nieustanne i gorące modlitwy mojej babci, które w cudowny sposób zostały wysłuchane.

Boża łaska dosięgła w pierwszej kolejności moich dwóch kuzynów. Mogłem sam obserwować, jak ich życie nagle uległo całkowitej zmianie. Stali się zupełnie innymi ludźmi. Dotychczas byli to moi najlepsi towarzysze do bójki i do picia. Widziałem, że teraz ich sposób postępowania, mówienia, stosunek do innych ludzi zaczął nosić znamiona życzliwości, dobroci, miłości, współczucia. Wszystko to było dla mnie dziwne i niezrozumiałe, a jednocześnie bardzo mnie złościło, gdyż straciłem najlepszych kompanów. Z niecierpliwością czekałem, kiedy znowu ujrzę ich pijanych. Nie wierzyłem w to, że utrzymają się w abstynencji, dlatego, że sam już byłem po nieudanych próbach uwolnienia się od alkoholu i wiedziałem, że środki medyczne nie są w stanie mi pomóc. Miałem wszyty Esperal, żona dosypywała mi specjalne tabletki do jedzenia. Lecz nie przynosiło to żadnych pozytywnych rezultatów. Piłem dalej i coraz więcej. Dlatego też rosło we mnie przekonanie, że alkoholik musi wciąż pić i nie ma dla niego ratunku. Spodziewałem się, że sprawdzi się ta moja teoria w życiu moich kuzynów. Czekałem na ten dzień, kiedy potwierdzi się, że jeżeli alkoholik ma przerwę w piciu, to później musi ją nadrobić. Lecz płynęły dni, tygodnie, miesiące, a ich nic nie było w stanie zachwiać i zawrócić z nowej drogi, którą zaczęli kroczyć. Na dodatek zapowiedzieli mi, że wkrótce się mną zajmą. Moją reakcją na to był bunt, złość i krzyk, że jakim prawem chcą wtrącać się do mnie i do mojego życia. Mimo to tak głęboko w sercu zazdrościłem im, że już nie muszą pić, są wolni i mają zupełnie inne życie. Mój bunt i sprzeciw nie przeszkodził Bogu w realizacji swojego planu w moim życiu. Bardzo blisko był już dzień mojego spotkania się z Jezusem. Kuzyni zapraszali mnie na ewangelizację organizowane z myślą o alkoholikach. Bardzo niechętnie i po wielu wewnętrznych walkach godziłem się na udział w tych spotkaniach, gdyż czułem się tam bardzo źle.

Lecz na jednej takiej ewangelizacji, która miała miejsce w Wapienicy, moje serce zostało bardzo poruszone. Nagle spadły łuski z moich oczu i zapragnąłem życie oddać Bogu. Ale nim to uczyniłem musiałem stoczyć ciężką walkę, gdyż fizycznie czułem, jak jakaś siła trzyma mnie na miejscu, ciągnie za ramię do tyłu, nie pozwala wstać. Słyszałem głos mówiący mi: to nie dla ciebie i drugi łagodny, zachęcający głos: chodź, pójdź do Jezusa. Śpiewano wtedy pieśń Pójdź do Jezusa, dziś jeszcze czas, usłysz głos Jego, nie bądź jak głaz i już brzmiały ostatnie takty a ja wciąż nie mogłem wstać. Byłem zrozpaczony, bo chciałem uczynić ten krok, a nie mogłem. Jednocześnie zdawałem sobie sprawę z tego, że zrobię to teraz albo nigdy. Kiedy uświadomiłem sobie, że pieśń ta dobiega do końca i ewangelista będzie już za moment rozpoczynał modlitwę, a mnie może zabraknąć pomiędzy tymi, którzy odpowiedzieli na wezwanie przyjęcia Jezusa i Bożej mocy do swojego życia, wtedy z determinacją wyraziłem pragnienie swego serca i zawołałem Jezu, ja chcę!

W tym momencie zostałem jakby wyrzucony z krzesła i biegłem przez całą salę do pokoju, gdzie czekał ewangelista. Nie jestem w stanie w pełni opisać tego, co się ze mną tam działo. Wiem tylko, że łkanie i płacz wstrząsnęły całym moim ciałem, a strumienie łez lały się na podłogę. Krzyczałem do Boga, żeby mi wszystko wybaczył, wyznałem Mu swoje okropne grzechy. Nie wiem, jak długo to trwało, lecz kiedy wstałem z kolan byłem już innym człowiekiem. Bóg zupełnie odmienił moje serce, które nie było już kamienne, lecz stało się mięsiste i zaczęło odczuwać ogarniającą mnie miłość Bożą. Stałem się lekki jak piórko, ciężary grzechu opadły, chciało mi się krzyczeć z radości. Wiedziałem, że jestem dzieckiem Bożym, że Jezus mnie przyjął, że stałem się nowym stworzeniem, którego serce zostało obmyte świętą krwią Jezusa. Miałem świadomość tego, że znajduję się w Jego ramionach, otrzymałem pewność zbawienia oraz wyraźnie odczułem, że została mi darowana wolność od alkoholu. Pobiegłem jak na skrzydłach do żony, która już też oddała swoje życie Panu, złapałem ją w ramiona, dźwignąłem do góry i wołałem, że Jezus mnie zbawił. Ogarnęła mnie wielka radość i pierwszy raz w życiu płakałem ze szczęścia. Pan odnowił moje małżeństwo, które było rozbite i o krok od rozwodu. Na nowo połączył nas swoją miłością.

Alkohol doprowadził mnie do ciężkiej, nieuleczalnej choroby, jaką jest marskość wątroby. Lekarze byli bezradni i przepowiadali mi rychłą śmierć. Ale Pan Jezus dotknął się mojego schorowanego ciała i przywrócił mi zdrowie. Bezpośrednio po moim zbawieniu paliłem papierosy i nie widziałem w tym nic złego. Lecz Duch Boży pracował nade mną i pokazał mi, ze będzie to przeszkodą dla mnie w zbawieniu. Bóg przemówił do mnie przez sen. Zobaczyłem ludzi po których przyszedł Pan Jezus, by zabrać ich do Swojego Królestwa. Szukałem w tym tłumie siebie, lecz przerażony stwierdziłem, że mnie tam nie było. Kiedy obudziłem się, do rana wołałem do Pana, aby uwolnił mnie od papierosów. Rano czułem, że Pan dał mi wolność. Byłem również związany lekomanią. Zażywałem przez sześć lat tabletki na zobojętnienie. Nie wyobrażałem sobie życia bez nich. Zostałem pobudzony przez Ducha Świętego, aby to również oddać Panu. Często w nocy modliłem się, prosząc Pana o uwolnienie. Bóg mnie wysłuchał i pewnej nocy usłyszałem głos ty już nie musisz zażywać tabletek. Odczułem wielką radość, lecz jednocześnie kiedy nadszedł ranek, zastanawiałem się, jak mój organizm zniesie nagłe odstawienie tabletek. Jednak czułem się tak, jakbym nigdy ich nie zażywał. Pan dawał mi coraz większą wolność i dzięki temu mogłem się do Niego przybliżać i coraz lepiej go poznawać.

Od kiedy przyjąłem Pana Jezusa cieszę się całkowitą wolnością którą mi dał. O tym w jaki sposób zmienił moje życie staram się przede wszystkim opowiadać ludziom, którzy podobnie jak ja, zostali przez szatana uwikłani w sidła alkoholu, cudzołóstwa i narkomanii. Bardzo kocham tych zniewolonych ludzi i mówię im, że uwolnienie jest jedynie w Jezusie Chrystusie. Wielu już skorzystało z Bożej łaski i żyje w tej chwili w wolności. Moim celem stało się niesienie pomocy ludziom zniewolonym. Razem z kilkoma braćmi jeździmy do Zakładu Odwykowego dla alkoholików w Bulowicach, aby tam pokazywać im, jakie jest wyjście z ich sytuacji.

Postanowiłem całe swoje życie oddać Panu i służyć mu całym sercem za wszystko co dla mnie uczynił. Jestem również świadomy tego, że nigdy nie będę w stanie oddać Bogu takiej chwały, jaką powinienem, ani też wyrazić w pełni wdzięczności, którą odczuwam w swoim sercu.
Gustaw Młynek