Moje świadectwo wytrwałości

Prawo jazdy

W moim sercu pojawiło się pragnienie zapisania się na prawo jazdy. Było to 28 września 2008. Zapisałam się bardzo szybko. Na początku nauki było mi bardzo ciężko, a instruktor po kilku godzinach powiedział mi, że powinnam zrezygnować z kursu, bo nic ze mnie nie będzie. Przyszłam po kursie do domu i powiedziałam Bogu, że mam takie pragnienie i co teraz z tym? Bóg od razu powiedział do mojego serca, że to człowiek mówił, a On jest inny. Nie przeszkadzało więc mi to i nadal kontynuowałam naukę, bo wiedziałam, że Bóg jest ze mną.

Było mi bardzo ciężko uczyć się tego wszystkiego, dlatego cały czas ufałam Bogu, wiedziałam, że da mi siłę, cierpliwość, radość, pokój i wytrwałość. Po dwóch tygodniach kursu nie widziałam jak to wszystko opanuję skoro tyle tego wszystkiego jest. Pewnego ranka obudziłam się ze Słowem Bożym na ustach mówiącym Boska Jego moc obdarowała mnie wszystkim co jest potrzebne do życia i pobożności…(I Piotra 1;3). Bardzo ucieszyłam się z tego Słowa i zaczęłam działać na jego podstawie. Jednak gdy zaczęłam uczyć się testów na komputerze poczułam, że coś mnie blokuje i nie mogłam się skupić. Wzięłam więc Słowo Boże, modliłam się i wyznawałam kim jestem w Chrystusie. Zobaczyłam wtedy jak Słowo mnie uwalnia, Chwała Panu!!!

Przeszłam przez wiele prób i doświadczeń ale nie poddawałam się. Dostałam Słowo, a Bóg był sprawcą i dokończycielem odnośnie prawa jazdy.

Ucząc się jazdy w Tarnobrzegu miałam instruktorkę, która mówiła mi złe słowa i przyszło mi zwątpienie. Na drugi dzień zobaczyłam, że coś się stało. Przyszłam z tym do Boga i wrócił do mnie pokój i zwycięstwo nad wszystkim. Jednak po kilku niezdanych egzaminach, wracając z Tarnobrzegu przyszła mi myśl, że może Bóg się pomylił. Na szczęście szybko zareagowałam i stwierdziłam, że Bóg nigdy się nie myli i miałam wielkie zwycięstwo. Zawsze powtarzałam sobie obietnice, które były w moim sercu On jest sprawcą i dokończycielem…, i w tym chodziłam.

Instruktorka nadal wyrażała się bardzo krytycznie i nadal twierdziła, że nic z tego nie będzie i trzeba to zakończyć. Wiedziałam, że są to kłamstwa i szybko je ucięłam. Zawsze patrzyłam na mojego jedynego Ojca i wiedziałam, że mogę wszystko w tym który mnie umacnia (Filipian 4;13). Gdy przyszła kolejna próba wiary, z radością mogłam ufać Bogu.

Później modliłam się i dziękowałam Bogu za próby i doświadczenia, które wypróbowywały moją wiarę i ufność. Znów dostałam Słowo trzymajmy się nadziei którą wyznajemy, bo wierny jest ten który nas powołał (Hebr. 4;14), i tak dążyłam do celu by zawsze patrzeć na Słowo Boże, które jest żywe i skuteczne.

Gdy miałam możliwość przyjeżdżałam na środowe spotkania, które bardzo mnie zachęcały i inspirowały, bardzo też się cieszyłam, że Bóg odpowiada na modlitwy. Niesamowicie jestem wdzięczna Bogu za kościół w którym jestem, za jego zachęcanie i podnoszenie mnie. Nauczanie dało mi wiele przełomów w myśleniu, a także w wierze. W święta dostałam dwie korony od kościoła, a także prorocze słowo, że jestem wytrwała. To prawda, wytrwałość pochodzi od Boga i za to oddaję mu chwałę…, wtedy też powiedziałam, że wytrwam do końca bo Bóg jest ze mną.

Kiedy modliliśmy się na spotkaniu dla kobiet 13.03.2010 jedna z sióstr bardzo gorliwie wołała do Boga w mojej sprawie. Wtedy w moim sercu pojawiło się słowo, że wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego (Jakuba 5;16b). Wiedziałam, że jestem już blisko zwycięstwa.

Ten egzamin był 10-ty. Kiedy zajechałam na plac po jeździe egzaminacyjnej, powiedziano mi, że ocena pozytywna!!! Pierwsze moje słowa jakie powiedziałam to Boże dziękuję Ci. Podziękowałam też egzaminatorowi. Jest to dla mnie niesamowite i pełne wrażeń, że naprawdę dziś mam prawo jazdy.

Teraz wiem, że mam polegać na Bogu i ufać mu odnośnie wszystkiego, a On poprowadzi mnie. Dziękuję też każdej osobie za modlitwę i zachętę.

Kocham was i błogosławię.

Małgorzata Kluz