Jezus uratował mnie od piekła

O żywym, działającym dzisiaj Jezusie usłyszałam po raz pierwszy w 1989 roku. Mieszkałam wówczas w pobliżu Krakowa i uczęszczałam na kurs kosmetyczny. Od kilku lat towarzyszyła mi ciężka depresja, zdiagnozowana jako depresja endogenna, która potem przeszła w depresję dwufazową (stany depresyjno – maniakalne). Miałam za sobą próbę samobójczą. W czasie gdy uczęszczałam na wspomniany kurs kosmetyczny nawiedziła mnie depresja, jak to zresztą bywało od wielu lat, jednak z roku na rok nasilała się coraz bardziej. Nie miałam wtedy żadnej nadziei na wyjście z tego stanu. Leczenie proponowane przez psychiatrę nie przyniosło efektu. Na dodatek zachorowałam wtedy na wirusowe zapalenie wątroby typu B, a moja chora wątroba bardzo źle tolerowała uboczne skutki leków przeciw depresyjnych. Wypróbowałam też niektóre metody leczenia z zakresu medycyny niekonwencjonalnej. Poddawałam się bioenergoterapii, hipnozie, stosowałam akupunkturę.

Tak więc będąc w tym stanie rozpaczy z trudem kontynuowałam naukę. Jedna z dziewcząt uczęszczających na ten kurs zauważyła moje przygnębienie i nawiązała ze mną rozmowę. Mówiła mi o tym jak Jezus zmienił jej życie, zapewniała mnie, że również ja mogę być uzdrowiona z depresji. Ja byłam wtedy bardzo gorliwą katoliczka i wierzyłam, że tylko Kościół Rzymsko – Katolicki naucza prawdy. Gdy usłyszałam od tej dziewczyny, że w kościele do którego chodzi nie ma obrazów, że nie modlą się do Marii pomyślałam, że to heretycy. Poszłam tam jednak z nastawieniem, by „oni – ci ludzie” uzdrowili mnie, a potem już mnie więcej nie zobaczą

Byłam zaskoczona tym jak inny był ten kościół. Do dziś pamiętam, że dwie osoby promieniowały niesamowitym blaskiem, widziałam w nich miłość, jakiej nigdy wcześniej w nikim nie widziałam. Byłam jednak na tym nabożeństwie bardzo zastraszona i „zamknięta” na nauczanie. Moja depresja trwała nadal, chociaż zachęcona przez koleżankę z kursu zaczęłam czytać Pismo Święte.

Widząc wielkie różnice miedzy kościołem katolickim a zielonoświątkowym, zadałam Bogu konkretne pytanie: ”w którym z nich odnajdę prawdę?” Czytając Nowy Testament natrafiłam na słowa w Ewangelii Mateusza 7:15-20, mówiące o tym, że prawdziwych proroków poznaje się po ich owocach. To była Boża odpowiedź na moje pytanie. Nie miałam żadnych wątpliwości co do tego w którym mam być kościele.

Jednak moja depresja cały czas trwała. Bardzo chciałam umrzeć i często prosiłam Boga by zesłał na mnie jakąś nieuleczalną chorobę. Coraz częściej myślałam o popełnieniu samobójstwa. Wierzyłam w życie pozagrobowe, jednak myślałam: ”Bóg widzi jak bardzo cierpię, widzi, że nie mam siły już żyć i wybaczy mi ten czyn”. Planowałam jak odebrać sobie życie, by tym razem było to skuteczne. Zażyłam więc ogromną ilość leków i odkręciłam wszystkie kurki z gazem, łącznie z piekarnikiem w kuchence gazowej. Pamiętam moment jak przewróciłam się na podłogę, a potem widziałam z góry swoje martwe ciało leżące na podłodze – mój duch był poza ciałem. Trafiłam w miejsce udręki, której nie da się opisać słowami i wiedziałam, że jestem w piekle. Moja dusza, a więc: myśli, uczucia i wola żyły i byłam w pełni świadoma tego co się działo. Wyraźnie widziałam wtedy moje grzechy. To co kiedyś wydawało mi się jakimś drobnym kłamstwem, tutaj wydawało się bardzo wielkim grzechem. Było też dla mnie oczywistym, że nie można sobie odbierać życia. Najgorsze było to, że nie mogłam już nic zmienić wiedząc, że jestem w tym miejscu udręki na wieki. Wołałam wtedy do Boga by darował mi życie. Zaraz potem mój duch wrócił do ciała i już z pozycji leżącej zobaczyłam niesamowitą jasność i usłyszałam słowa, że po raz ostatni jest mi darowane życie. Gdybym miała jakoś opisać tą światłość, to była to miłość i brak potępienia. Byłam niezmiernie Bogu wdzięczna, że przywrócił mnie do życia. Ze łzami dziękowałam mu za to. Zakręciłam więc wszystkie kurki od gazu. To był cud. Bóg zapewnił mnie, że leki jakich zażyłam nie dadzą żadnych skutków w organizmie i nie ma potrzeby jechać do szpitala. Byłam przekonana, że Bóg uleczył też moją depresję. Tak się jednak nie stało, ale raz na zawsze po tym doświadczeniu zostałam uwolniona od myśli samobójczych.

Piekło naprawdę istnieje. To co Biblia mówi o piekle i niebie jest prawdą. Z tego miejsca nie ma odwrotu. Potem, gdy zaczęłam chodzić do kościoła i opowiadałam o tym w jaki sposób Bóg darował mi życie, pastor powiedział mi, że kilku nabożeństwach kościół modlił się za mną.

Miałam jeszcze inny ogromny problem. Od kilku lat chorowałam na bulimię. To było duże związanie. Ukrywałam ten problem, ale byłam z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. Na jednym z wtorkowych nabożeństw w listopadzie 1991 roku usługiwał pewien człowiek. Była to bardzo potężne spotkanie. Głosił między innymi z Listu do Rzymian 10:13 ”Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie”. Słowo zbawienie oznacza nie tylko wybawienie od wiecznego potępienia, ale jest to też uzdrowienie, uwolnienie i ocalenie od każdego problemu przez moc Jezusa Chrystusa. Słuchając tego słowa myślałam o moim problemie z bulimią. Wiedziałam, że sama o własnych siłach nie potrafię z tego wyjść, ale właśnie wtedy zaczęłam wołać do Jezusa, by to On mnie uwolnił. To było niesamowite. Siedząc w ławce, nie wychodząc na środek z prośbą o modlitwę, zawołałam do Jezusa i On mnie uwolnił. Miałam pewność, że jestem od tego wolna. Nigdy więcej nie powrócił w moim życiu problem z bulimią.

Potem rozpoczął się długi okres uzdrawiania zranionych uczuć. Uzdrowienie wewnętrzne jest konieczne, gdyż uniemożliwiają zaufanie Bogu. Potrzebowałam wielu lat, nie tylko do zagojenia ran, ale także do zbudowania mojego charakteru. Było jeszcze tak wiele zwątpienia w moim sercu, a w umyśle wiele warowni. Popełniłam też kilka poważnych błędów raniąc tym samą siebie, a potem ponosząc konsekwencje niewłaściwych decyzji. Trudno było wybaczyć samej sobie, ale i w tym Bóg mi dopomógł. Po długim okresie smutku rozpoczął się czas zaufania Bogu. Następowało to stopniowo, małymi krokami. Zaczęłam jednak doświadczać coraz więcej radości i pokoju. Słowo Boże zaczęło zakorzeniać się w moim sercu, a do mojego wnętrza przyszła siła jaką daje zaufanie Bogu i wiara w Jego Słowo. Z osoby bardzo niezdecydowanej i chwiejnej zostałam przemieniona w stanowczą i zdecydowaną kobietę.

Dzięki Bogu, że niezależnie od tego jak bardzo zdruzgotane jest nasze życie, On potrafi wyprowadzić nas na prostą i rozwiązać każdy nasz problem. Jest możliwe życie pełne pokoju bez względu na okoliczności. Bóg tak jak obiecał jest ze mną zawsze i wszędzie.

Katarzyna Gargul